StitchBloom — tamborek z haftem StitchBloom Dołącz do klubu
StitchBloom · O nas

Pracownia, której nikt nie planował otwierać.

Zaczęliśmy od jednego stołu i niedokończonego haftu z makami. Dzisiaj wysyłamy pudełka do dziewięciu krajów Europy, ale stół nadal stoi w tym samym mieszkaniu na Kazimierzu — tyle że już nie jest jedyny.

Skąd wzięło się StitchBloom

Jesienią pewnego deszczowego roku założycielka StitchBloom, Anna, szukała wzoru haftu z polnymi kwiatami dla babci. Trafiła na sto łamanych linków, tanie skany niemieckich magazynów z lat osiemdziesiątych i jedno płatne forum, które wymagało rejestracji w archaicznym serwisie. Następnego wieczoru narysowała pierwszy własny wzór — rumianki na lnie 30×30 cm.

Kilkanaście osób z sąsiedztwa poprosiło o kopię. Potem kolejnych kilkadziesiąt przez Instagram. Przez pół roku każdą paczkę Anna pakowała sama przy kuchennym stole, drukując wzory na sąsiedzkiej drukarce. Kiedy musiała kupić drugą rolkę taśmy w tygodniu, wiedziała, że coś się dzieje.

Dziś StitchBloom składa mały zespół, a biblioteka rośnie co miesiąc o kolejne wzory. Nadal jednak odpisujemy na każdą wiadomość osobiście i nadal pakujemy każde pudełko ręcznie. Skala, która by nas zmusiła do automatu, jest celowo poza zasięgiem.

Jak pracujemy z ilustratorkami

Nie kupujemy gotowych wzorów ze stocków ani nie przerabiamy obrazków z generatorów. Współpracujemy z pięcioma ilustratorkami z Małopolski i Podkarpacia, które rysują dla nas na zlecenie — każda ma swój styl i swoje ulubione rośliny.

Cykl wygląda tak: raz na kwartał spotykamy się w pracowni przy ulicy Mazowieckiej, rozkładamy na stole stare zielniki, książki botaniczne i zeszłoroczne pudełka. Wybieramy motyw przewodni na kolejne trzy miesiące — na przykład kwiaty łąkowe, zioła kuchenne albo róże zabytkowych odmian. Każda ilustratorka rysuje cztery wzory w swoim stylu.

Potem my testujemy każdy wzór. Dosłownie — siadamy i haftujemy. Jeśli gdzieś ścieg gubi czytelność albo kolor nie wychodzi w niciach, wracamy do rysunku. Wzór idzie do druku dopiero wtedy, gdy jedna z nas przejdzie przez niego od początku do końca.

Skąd bierzemy materiały

Nici DMC kupujemy u polskiego dystrybutora w Krakowie, na Kleparzu. Znamy panią Alinę, która prowadzi sklep od dwudziestu lat — potrafi wyjąć spod lady motek, którego nie ma w hurtowym katalogu, bo ktoś zwrócił, a ona go zachowała dla kogoś, kto go potrzebuje.

Płótno sprowadzamy z tkalni w Łodzi. Używamy dwóch splotów: gęstszy na tamborek 15–18 cm dla początkujących, rzadszy na większe wzory. Oba tkane są na krosnach, które pamiętają jeszcze lata sześćdziesiąte.

Tamborki toczy pan Jerzy z Podhala — bukowe, olejowane na zimno, bez lakieru. Igły, nożyczki, napinacze — wszystko kupujemy od trzech stałych dostawców, których odwiedzamy raz do roku osobiście. Żadnej paczki z anonimowego magazynu. Jeśli coś w pudełku ci się nie spodoba, wiemy, kto to zrobił i kiedy.